Budowanie zespołu, którego członkowie charakteryzowaliby się podobną wiedzą, zdolnościami,
doświadczeniem, czy też cechami może zakończyć się porażką.
Dlaczego? Przecież sytuacja wydaje się wręcz idealna, by realizować ambitne, wymagające
współpracy projekty. Co może być nie tak?
Upodobnienie pod wieloma względami, atmosfera wspólnotowości, wyznawany system wartości to z
jednej strony idealne warunki pracy…. ale z drugiej niebezpieczna pułapka.
Jak się okazuje członkowie zespołu o zróżnicowanych stylach myślenia, cechach charakteru, czy też
różnych podejściach do wykonywanej pracy z większym prawdopodobieństwem osiągną założone
cele i poradzą sobie z wieloaspektowym charakterem obecnych wyzwań. Jest tylko jedno „ale”. To
konieczność akceptowania i umiejętność „zarządzania” różnorodnością w zespole.
Gdy jej nie ma istnieje rosnąca tendencja do konformizmu, która prowadzi do narzucania określonych
zachowań. Zaczyna pojawiać się iluzja nieomylności grupy, a także lekceważenie niepomyślnych
informacji docierających z zewnątrz. Objawia się to często lekceważeniem i podważaniem wyników
osób spoza zespołu, jako niewiarygodnych lub skierowanych przeciwko dobrze funkcjonującej grupie.
Osoba odpowiedzialna za kierowanie pracami zespołu nie może wykorzystywać sytuacji, w których
część pracowników schlebia – czasami wręcz nieświadomie – sposobom jej myślenia i działania.
Słyszenie tego, co chce się usłyszeć, ignorowanie informacji, które nie pasują do założeń, brak woli do
przyjęcia konstruktywnej krytyki, która może być ostatnią szansą do zmiany postępowania,
nieuchronnie prowadzi do porażki i rozpadu zespołu. Proces ten może trwać miesiącami, a nawet
latami. Destrukcja ta często odbywa się w ciszy, przypudrowana czasami miłymi, koncyliacyjnymi
słówkami, a potem brakiem chęci, pozorowaniem zaangażowania i brania odpowiedzialności za
wynik.
Visited 26 times, 1 visit(s) today
